photo by me: ada/MLstudio
Postanowiłam przemyśleć pewne kwestie dotyczące świąt, zwłaszcza,że moja sytuacja jest dosyć niejasna.
Otóż pierwszym problemem jest miejsce,w których możemy spędzić święta..
Święta,niby są tym magicznym rodzinnym czasem,ale wszystko musi mieć swoje ręce i nogi.Przecież nie będziemy zwalali się do którejś babci kolejny raz,zwarzywszy na to,że rodzina się poszerzyła,a mieszkanie babci nie. Po za tym musimy jakkolwiek odpocząć,a do bliskich możemy pojechać nawet w weekend.
Zakopanem.Pierwsza myśl rodzicielki,która uwielbia góry i panujący tam klimat. Pomysł nawet ciekawy,zważywszy na to,że miasto tonące w śniegu,lampkach i zapachu potraw jest naprawde urokliwe :)
Kolejna kwestia- jeżeli nie Zakopanem to gdzie? Rodzinny dom czy też moje mieszkanko. Czy wszyscy,czy każdy z osobna?
W moim odczuciu, jedne świeta osobno (mam na mysli beze mnie) nie zrobilyby wielkiej różnicy,ale ktoś,kto mnie finansuje z lekka ma decydujący głos.
Powoli mam wszystkiego dosyc,a zwlaszcza niekonsekwencji w działaniu.
Gdybym to ja miała wybierać, zaszyłabym się z moim Lubym w moim mieszkanku,które uprzednio udekorowałabym mielionem lampek,śnieżynek,choinek,duperelków :) Jednak,jeśli wyjazd rodzinny do pensjonatu,starałąbym sie dekorowac tak samo miejsce zamieszkania,albo nakupowałabym rozmaitosci na drogę powrotną. Nigdy tak nie tęskniłam za dekorowaniem!
Koniec końców przxychodzi czas na prezenty. I tutaj temat jest drażniący,bo i zasoby finansowe są wyjątkowo niemiłe dla oka. Coś od siebie czy coś kupnego? Wiadomo. Od siebie sprawia największą satysfakcje mi-że mogłam coś zrobić,ale czy 'obdarowanemu' się spodoba? Nie mogę jeszcze rozgryźć kto i jaki ma gust. Czy tacie kolejna spinka do krawatu ? Czy mamie kolejne perfumy? O ubraniach,nawet nie myśle,bo tutaj wszyscy róznią się diametralnie w swoich wyborach!
Może jestem inna,ale swoim zwierzakom też robie prezenty. I tak już wiem,że koty dostaną po pysznym mięsku, a pies dodaktowo do mięsa dostanie kość.
Ja już dostałam świąteczne prezenty od bliskiej mi osoby. Swoją wigilię bez kolęda i choinki, za to ze ślicznie udekorowanym lampkami telewizorem hehe obchodziliśmy w pierwszy weekend grudnia.
Było jedzenie, nie było podstawowych elementów wigilii takich jak opłatka. Jednak najważniejsza była sama sugestia tego wszystkiego.
Czerwony szalik,czerwony berecik,czerwone rekawiczki z jedym palcem!
Słodycze i koralik Pandory do bransoletki.
Ze wszystkiego się ciesze,choć mieliśmy na to tylko 12 godzin.
Podsumowując.Nie ważne z kim będą święta i gdzie. Najwazniejsze,zeby dla Siebie znaleźć choć trochę radości : czy to z miejsca, czy to z własnoręcznie robbionego prezentu,czy tez ze śniegu.Z czego kolwiek.
Upajam się optymizmem, bo czymś w końcu trzeba :)
Kończę adresować kartki świąteczne i mykam na poczte.
Postanowiłam przemyśleć pewne kwestie dotyczące świąt, zwłaszcza,że moja sytuacja jest dosyć niejasna.
Otóż pierwszym problemem jest miejsce,w których możemy spędzić święta..
Święta,niby są tym magicznym rodzinnym czasem,ale wszystko musi mieć swoje ręce i nogi.Przecież nie będziemy zwalali się do którejś babci kolejny raz,zwarzywszy na to,że rodzina się poszerzyła,a mieszkanie babci nie. Po za tym musimy jakkolwiek odpocząć,a do bliskich możemy pojechać nawet w weekend.
Zakopanem.Pierwsza myśl rodzicielki,która uwielbia góry i panujący tam klimat. Pomysł nawet ciekawy,zważywszy na to,że miasto tonące w śniegu,lampkach i zapachu potraw jest naprawde urokliwe :)
Kolejna kwestia- jeżeli nie Zakopanem to gdzie? Rodzinny dom czy też moje mieszkanko. Czy wszyscy,czy każdy z osobna?
W moim odczuciu, jedne świeta osobno (mam na mysli beze mnie) nie zrobilyby wielkiej różnicy,ale ktoś,kto mnie finansuje z lekka ma decydujący głos.
Powoli mam wszystkiego dosyc,a zwlaszcza niekonsekwencji w działaniu.
Gdybym to ja miała wybierać, zaszyłabym się z moim Lubym w moim mieszkanku,które uprzednio udekorowałabym mielionem lampek,śnieżynek,choinek,duperelków :) Jednak,jeśli wyjazd rodzinny do pensjonatu,starałąbym sie dekorowac tak samo miejsce zamieszkania,albo nakupowałabym rozmaitosci na drogę powrotną. Nigdy tak nie tęskniłam za dekorowaniem!
Koniec końców przxychodzi czas na prezenty. I tutaj temat jest drażniący,bo i zasoby finansowe są wyjątkowo niemiłe dla oka. Coś od siebie czy coś kupnego? Wiadomo. Od siebie sprawia największą satysfakcje mi-że mogłam coś zrobić,ale czy 'obdarowanemu' się spodoba? Nie mogę jeszcze rozgryźć kto i jaki ma gust. Czy tacie kolejna spinka do krawatu ? Czy mamie kolejne perfumy? O ubraniach,nawet nie myśle,bo tutaj wszyscy róznią się diametralnie w swoich wyborach!
Może jestem inna,ale swoim zwierzakom też robie prezenty. I tak już wiem,że koty dostaną po pysznym mięsku, a pies dodaktowo do mięsa dostanie kość.
Ja już dostałam świąteczne prezenty od bliskiej mi osoby. Swoją wigilię bez kolęda i choinki, za to ze ślicznie udekorowanym lampkami telewizorem hehe obchodziliśmy w pierwszy weekend grudnia.
Było jedzenie, nie było podstawowych elementów wigilii takich jak opłatka. Jednak najważniejsza była sama sugestia tego wszystkiego.
Czerwony szalik,czerwony berecik,czerwone rekawiczki z jedym palcem!
Słodycze i koralik Pandory do bransoletki.
Ze wszystkiego się ciesze,choć mieliśmy na to tylko 12 godzin.
Podsumowując.Nie ważne z kim będą święta i gdzie. Najwazniejsze,zeby dla Siebie znaleźć choć trochę radości : czy to z miejsca, czy to z własnoręcznie robbionego prezentu,czy tez ze śniegu.Z czego kolwiek.
Upajam się optymizmem, bo czymś w końcu trzeba :)
Kończę adresować kartki świąteczne i mykam na poczte.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz