Iza Lach-Chociaż Raz
Leniwe popołudnie w domu Pana Kota. Słońce grzeje,wiatr szumi,najlepiej siedzi się na podwórku i zajada tutejsze lody.
Znajomość psa z kotem rozkwita z każdym dnie, bynajmniej nie boimy się zostawiać ich samych.
Iza Lach na osłodę i na tą temperaturę- prawie 30*C w cieniu! Dopiero maj,a takie upały. Nie przepadam za taką pogodą, z resztą mój Luby też. Czasami śmieję się w duchu,że jestem osobą na Islandię,albo w jakieś północne rejony świata.
No,ale do rzeczy.
Chciałam Wam dzisiaj napisać trochę więcej o poszczególnych dziewczynach z mojej agencji, w każdym następnym wpisie będzie o innej owieczce (tak mawiam od gimnazjum na obiekty fotografowane ;))
To dziś może trochę o Oli potocznie zwanej Blondy (chyba wiadomo czemu).
Blondy znam od hmm dobrych kilku lat,czyli od początku zabawy z aparatem. Nie wiedzieć czemu to właśnie w niej widziałam kogoś z kim idealnie by mi się pracowało. Na niej rozpoczęłam zabawę z fotografowaniem ludzi.Nie powiem, inne znajome koleżanki też wprawiały mnie w zachwyt, kiedy je fotografowałam.
Tak więc kiedy ja przekładałam swoje wizje na zdjęcia, Ola stawiała pierwsze kroki w pozowaniu i muszę przyznać,że czułam jakby miała to we krwi. Dla mnie jest istnym kameleonem, trochę kokietującym przed obiektywem. Po latach dowiedziałam się,że to dzięki mnie lubi być uwieczniana na zdjęciach. Cieszę się,bo z pozoru nie sprawia wrażenia kogoś kto kusi swoim magnetyzmem na zdjęciach.
Zawsze miałyśmy kontakt niezależnie od tego jak potoczyło się nasze życie. W końcu, kiedy założyłam agencję zaproponowałam jej stałą współpracę czyli kontrakt agencyjny. No i jest!
Na ostatnim spotkaniu chciałam wydobyć z niej jak najwięcej kobiety i chyba mi się udało, ponieważ wcześniejsze zdjęcia Oli,to były moje chore wizje. Śmiechu było co nie miara, być może dlatego,że mamy podobne charaktery? Tak naprawdę nie wiem, ale jest to osoba przy której miło się coś robi.
Stylizacje i makijaże i fryzury. I wszystko w moich rękach.
Myślę,że efekt końcowy będzie w odbiorze naprawdę pozytywny.
Tego dnia świeciło ostre słońce i wiał przyjemny wiaterek, w okolicy nie kręcił się żywy duch - po za Popiołem,który poznawał dzikie życie na ogrodzie w Szczecinie.
Tak więc seria Oli jako takiej femme fatale, bogatej kobiecie z dystansem ;)
Następnie zamarzyło mi się stworzenie czegoś na kształt lat 80'. Jestem młodym widzem i wszystko to co nie moje, nie z mojej tak zwanej 'epoki', mnie kręci. A że Blondy ma urodę też tego typu...:
No i na koniec niespodzianka, czyli zmysłowość w blond włosach :)
W następnym wpisie kolejna sesja z Olą w towarzystwie Wiktorii :)
Obecnie szykuję się do drogi powrotnej do Wrocławia.
Zauważyłam u siebie ,że bardzo ale to bardzo lubię podróżować autem ;)
Miłego popołudnia życzę!
Leniwe popołudnie w domu Pana Kota. Słońce grzeje,wiatr szumi,najlepiej siedzi się na podwórku i zajada tutejsze lody.
Znajomość psa z kotem rozkwita z każdym dnie, bynajmniej nie boimy się zostawiać ich samych.
Iza Lach na osłodę i na tą temperaturę- prawie 30*C w cieniu! Dopiero maj,a takie upały. Nie przepadam za taką pogodą, z resztą mój Luby też. Czasami śmieję się w duchu,że jestem osobą na Islandię,albo w jakieś północne rejony świata.
No,ale do rzeczy.
Chciałam Wam dzisiaj napisać trochę więcej o poszczególnych dziewczynach z mojej agencji, w każdym następnym wpisie będzie o innej owieczce (tak mawiam od gimnazjum na obiekty fotografowane ;))
To dziś może trochę o Oli potocznie zwanej Blondy (chyba wiadomo czemu).
Blondy znam od hmm dobrych kilku lat,czyli od początku zabawy z aparatem. Nie wiedzieć czemu to właśnie w niej widziałam kogoś z kim idealnie by mi się pracowało. Na niej rozpoczęłam zabawę z fotografowaniem ludzi.Nie powiem, inne znajome koleżanki też wprawiały mnie w zachwyt, kiedy je fotografowałam.
Tak więc kiedy ja przekładałam swoje wizje na zdjęcia, Ola stawiała pierwsze kroki w pozowaniu i muszę przyznać,że czułam jakby miała to we krwi. Dla mnie jest istnym kameleonem, trochę kokietującym przed obiektywem. Po latach dowiedziałam się,że to dzięki mnie lubi być uwieczniana na zdjęciach. Cieszę się,bo z pozoru nie sprawia wrażenia kogoś kto kusi swoim magnetyzmem na zdjęciach.
Zawsze miałyśmy kontakt niezależnie od tego jak potoczyło się nasze życie. W końcu, kiedy założyłam agencję zaproponowałam jej stałą współpracę czyli kontrakt agencyjny. No i jest!
Na ostatnim spotkaniu chciałam wydobyć z niej jak najwięcej kobiety i chyba mi się udało, ponieważ wcześniejsze zdjęcia Oli,to były moje chore wizje. Śmiechu było co nie miara, być może dlatego,że mamy podobne charaktery? Tak naprawdę nie wiem, ale jest to osoba przy której miło się coś robi.
Stylizacje i makijaże i fryzury. I wszystko w moich rękach.
Myślę,że efekt końcowy będzie w odbiorze naprawdę pozytywny.
Tego dnia świeciło ostre słońce i wiał przyjemny wiaterek, w okolicy nie kręcił się żywy duch - po za Popiołem,który poznawał dzikie życie na ogrodzie w Szczecinie.
Tak więc seria Oli jako takiej femme fatale, bogatej kobiecie z dystansem ;)
W następnym wpisie kolejna sesja z Olą w towarzystwie Wiktorii :)
Obecnie szykuję się do drogi powrotnej do Wrocławia.
Zauważyłam u siebie ,że bardzo ale to bardzo lubię podróżować autem ;)
Miłego popołudnia życzę!














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz